Głosowanie zakończone

Magdalena i Maciej
2018-05-12
Rzeszów, podkarpackie

Nasza historia

Maciek-mąż nakazał mi wziąć 2 dni wolnego w pracy,którą miałam rozpocząć w październiku.Zapowiedział mi to już końcem sierpnia i skrzętnie próbował ukryć celowość 2-dniowego urlopu.Bardzo chciał,by wyjazd był dla mnie niespodzianką,jednak w jednej z rozmów padło nieopatrznie:"samolot" oraz "Włochy".Kombinowałam i głowiłam się, aż w końcu zaczęłam się zastanawiać:"czy aby nie lecimy samolotem do Włoch?".Jednak ówczesny narzeczony milczał jak grób.Wszystko rozstrzygnęło się 10 listopada, kiedy to koczując na lotnisku we Wrocławiu, dojrzałam na tablicy:"Neapol".Moja euforia nie znała granic, choć przecież wtedy jeszcze nie wiedziałam (nie domyślałam się wręcz ani trochę ;))w jakim celu lecimy do Włoch i to w listopadzie. Nagle uderzyła mnie myśl, że przecież poznaliśmy się 10 listopada trzy lata wcześniej i zrobiło mi się gorąco....Z godzinnym opóźnieniem dolecieliśmy do Neapolu,jednak to nie był cel naszej podróży.Znaleźliśmy się w Pompejach,gdzie Maciek zostawił mnie na prawie godzinę w parku przy bazylice Matki Bożej Pompejańskiej,by przemierzyć miasto wzdłuż i wszerz w poszukiwaniu zaręczynowego bukietu.A potem ukląkł przede mną i ze łzami w oczach zapytał:"Zostaniesz moją żoną?".

Nasi usługodawcy

Znajdź nas na Facebooku

Porady na wesele

Sprawdź odpowiedzi w ankietach