";

Głosowanie zakończone

Martyna i Mateusz
2018-04-28
Wąwolnica, lubelskie

Nasza historia

„Znamy się jak łyse konie"- to słowa mojego obecnego męża- wtedy jeszcze narzeczonego. Nic dziwnego, nasz związek powstał kiedy chodziłam jeszcze do liceum. Pamiętam jak bał się zaangażować. Myślałam wtedy, że może chciałby być z poważną dziewczyną, która nie skacze po pokoju gdy w radiu usłyszy ulubioną piosenkę. Sam później wyznał- wiedział, że jeśli mnie pocałuje, zakocha się tak, że już nie będzie odwrotu. I tak było. Mamy za sobą rozstanie, które tylko wzmocniło naszą miłość. Mateusz był przy mnie kiedy byłam w szpitalu. „No więc w zdrowiu i chorobie masz już odhaczone”- zażartowałam raz, gdy opiekował się mną po operacji. Oświadczyny były wyjątkowe dla nas obojga. Wybrał dzień swoich urodzin, świętowaliśmy więc podwójnie. Cieszyłam się bardzo, bo zabrał mnie wtedy do Londynu. Przechodziliśmy właśnie przez Tower Bridge. To był początek marca. Zimny, długi dzień. Chciałam szybko wracać do hotelu, a on się ociągał. „Przejdziemy wreszcie na drugą stronę mostu?”-myślałam.Wtedy zawołał cichutko „Kochanie…”, a ja zdenerwowana, wypaliłam „co znowu?!” Odwróciłam się, a on klęczał przede mną…na szczęście szybko wybaczył mi ten wybuch i po 13 miesiącach zostaliśmy małżeństwem :)

Nasi usługodawcy

Znajdź nas na Facebooku

Porady na wesele

Sprawdź odpowiedzi w ankietach